HOME
PODRÓŻE
Anglia
Włochy
Chorwacja
Polska
LINKI
KONTAKT

Plan Dojazd Powrót Info Galeria

Włochy 2004


Wenecja

Znowu wstajemy wcześnie rano. Dzisiaj wycieczka do Wenecji.

Do dworca kolejowego w Rimini mamy pół godziny drogi pieszo, więc samochód zostawiamy pod hotelem. Jedziemy pociągiem, z przesiadką w Bolonii. To jeden z ładniejszych dworców kolejowych jakie wiedzieliśmy we Włoszech. Na tablicach informacyjnych w Bolonii nie ma naszego pociągu do Wenecji. Po chwili stwierdzamy, że chyba zepsuł się cały system informacji o odjazdach. Na papierowym rozkładzie: Wenecja, 8.07, tor 11.
Wenecja. Canal Grande
Wenecja. Canal Grande
Biegniemy jeszcze do informacji. Pan nie mówi po angielsku, ale udaje mu się potwierdzić numer toru. Wsiadamy do pociągu dwie minuty przed odjazdem. Udało się.

Do Wenecji przyjeżdżamy około dziesiątej rano. To dość wcześnie, nie ma jeszcze grup wycieczkowych. Przed dworcem wsiadamy na tramwaj wodny czyli vaporetto (bilety po 5 euro), którym płyniemy do placu św. Marka. Wycieczka po Canal Grande robi naprawdę duże wrażenie. Zanurzone w wodzie kamienice prezentują się dostojnie. Część z nich funkcjonuje jako hotele, ale niektóre wyglądają na opuszczone.

Plac św. Marka to centralne miejsce Wenecji, widok znany z filmów i zdjęć. Przy nim znajdują się dwie najważniejsze zabytkowe budowle - bazylika św. Marka i Pałac Dożów. Kilka dni wcześniej plac był zalany wodą po ulewnych deszczach. Takie niewielkie powodzie podobno zdarzają się w Wenecji dość często. Przewodniki turystyczne przepowiadają rychłe zatopienie miasta, ale chyba nie trzeba w to wierzyć.

Tymczasem na placu pełno turystów. Niektórzy dokarmiają stada gołębi, które są tutaj tak obrzydliwie spasione, że nie potrafią już latać.

Wchodzimy do Pałacu Dożów (Palazzo Ducale).

Bilet kosztuje 11 euro (bez mapki, bez przewodnika, z malutkim folderem z opisem muzeum). Zwiedzających jest dość dużo, ale organizacja w miarę sprawna i wchodzimy prawie bez czekania.

Wewnętrzny dziedziniec pałacu otoczony jest arkadami.
Wenecja. Bazylika św. Marka
Wenecja.
Bazylika św. Marka
Z dziedzińca można podziwiać boczną ścianę i kopuły bazyliki św. Marka, która kiedyś była prywatną kaplicą pałacu. Na drugi poziom krużganków prowadzą ozdobione rzeźbami Schody Gigantów.

Ekspozycja muzeum jest ciekawa, szczególnie sala globusów, sala senatorska, zbrojownia i więzienie. Ściany pokryte są malowidłami, obrazami i mapami. Najmniej interesującym elementem wnętrz jest posadzka, we wszystkich pomieszczeniach jednakowa, która wyglądem przypomina tandetną podróbkę kamienia.

W największej sali (Sala del Maggior Consiglio) sufit zdobi nieprzyzwoita ilość barokowych złoceń, które wyglądają tak ciężko, jakby miały za chwilę spaść. Z okien roztaczają się niezwykłe widoki, z jednej strony na położony na sąsiedniej wyspie kościół San Giorgio Maggiore, z drugiej - na bazylikę.

Trasa zwiedzania prowadzi też przez Most Westchnień i dawne więzienie. Cele są dość duże i mają okna (to chyba wręcz komfortowe warunki jak na czasy, kiedy powstało to więzienie).

Wychodzimy przez Porta della Carta, gotycką bramę, która była głównym wejściem do pałacu.

Wenecja. Bazylika św. Marka
Wenecja. Bazylika św. Marka
Bazylika św. Marka to świątynia zbudowana na planie krzyża greckiego i zwieńczona pięcioma kopułami. Niezwykle bogatą fasadę pokrywają płaskorzeźby, malowidła i drobne kolumny. Budowla łączy architektoniczne i artystyczne style Wschodu i Zachodu.

Przy wejściu mała dezorganizacja w stylu włoskim. Nie można wejść z plecakiem, ale szatni nie ma. Przechowalnia bagażu znajduje się w jednej z bocznych uliczek. Poirytowani turyści biegają więc po placu i szukają przechowalni, a potem stoją drugi raz w tej samej kolejce.

Wnętrze bazyliki jest ozdobione w stylu bizantyjskim. Na suficie bogata mozaika z małych, przeważnie złotych płytek. Ciekawe są też mozaiki na posadzce, która gdzieniegdzie zapada się.

Zostawiamy tłum na placu św. Marka.
Wenecja
Wenecja
Przechodzimy kilka uliczek do dzielnicy Castello i już jesteśmy prawie sami. Nie ma samochodów, nie ma nawet motorków tak uciążliwych w innych miastach. Tylko chodniki, mosty i kanały pomiędzy kamienicami, którymi pływają gondole i łódki. Prawdziwy labirynt. Mapa z przewodnika bardzo się przydaje. Marta nas prowadzi, ja pstrykam zdjęcia.

Znajdujemy kościół Santa Maria dei Miracoli, wciśnięty pomiędzy kamienice i kanały. Bardzo ładna elewacja z różnokolorowego marmuru. Kościół jest niewielki, zbudowany w stylu renesansowym, jego zdobienia są skromne i harmonijne. Wchodzimy do środka. Tu nieprzyjemna niespodzianka - bilety. Rezygnujemy. Rzut oka na wnętrze - również wykończone marmurem, takim samym jak na zewnątrz. Bileterki poganiają nas do wyjścia, żebyśmy nie oglądali za darmo.

Wenecja. Santa Maria dei Miracoli
Wenecja. Santa Maria dei Miracoli
Z drugiej strony kościoła jest plac z kawiarenką (Campo Santa Maria Nova). Dobre miejsce na chwilę odpoczynku.

Błądzimy dalej przechodząc przez mostki, mijając urzekające małe place, czasem z pojedynczym drzewem i kilkoma ławkami. To najprzyjemniejsza część Wenecji, cicha, nastrojowa i romantyczna.

Wracamy na dworzec przez miejsce najbardziej ruchliwe - most Rialto, który jest właściwie jednym wielkim sklepem jubilerskim.

Pogoda nam dzisiaj dopisuje, słońce świeci od rana. Nareszcie zrobiło się upalnie, na to czekaliśmy.
Wenecja. Rialto
Wenecja. Rialto
Do pociągu jeszcze trochę czasu, więc włóczymy się po dzielnicy Santa Croce, żeby jeszcze zobaczyć kościół Frari.

Dworzec kolejowy w Wenecji nie jest zbyt ładny, jak zresztą większość dworców, które widzieliśmy we Włoszech. W pociągu znowu wszyscy gadają przez telefony komórkowe. Nam też udziela się ta swoista mania i wysyłamy esemesy.

Jakaś dziewczyna przegląda przewodnik turystyczny. Widać, że właśnie go kupiła. Tytuł - "Francia".

Na stacji w Bolonii znowu problemy. System informacyjny już naprawili, ale za to pociąg do Rimini spóźnia się prawie godzinę.

W pociągu przeglądamy zdjęcia i stwierdzamy zgodnie, spośród włoskich miast, które widzieliśmy, Wenecja urzekła nas najbardziej.

Następny dzień przeznaczamy na odpoczynek i nie ruszamy się z Rimini. Pogoda jest bardzo ładna, próbujemy więc opalać się na plaży. Szybko nam się to nudzi. Włóczymy się więc po mieście, przegrywamy zdjęcia, robimy zakupy i szukamy prezentów. Zaglądamy też do portu, w którym cumują jachty.



google