|
|||||||||||||||||||||
|
Włochy 2004Massa MarittimaPo kilku pochmurnych dniach nareszcie mamy piękną pogodę. Wybieramy się więc na wycieczkę po mniej znanych okolicach Toskanii.Wyjeżdżamy z Mariny dobrze już znaną drogą przez Bibbonę w kierunku Volterry. W Saline di Volterra skręcamy w stronę Massa Marittima. Droga wije się serpentynami przez łagodne wzniesienia. Na polach wiosenna zieleń, wzdłuż drogi cyprysy.
Domy stoją samotnie, odległe jeden od drugiego o kilka kilometrów. Wiosek takich, jakie znamy z Polski, tutaj praktycznie nie ma. Co kilkanaście - kilkadziesiąt kilometrów spotyka się małe miasteczka. Nagle wśród pięknego górskiego krajobarazu wyłania się kilka potężnych kominów elektrociepłowni. To miejscowość Pomerance. Od dymiącego zakładu we wszystkie strony odchodzą grube srebrzyste rury, wyraźnie widoczne na tle zielonych łąk i giną w lasach na wzgórzach. Dość przygnębiający industrialny widok, zapach przy tym równie szpetny. Ale z drugiej strony, pewnie pół Toskanii stąd czerpie prąd i ciepło. Za Pomerance zakręty stają się ostrzejsze, jedziemy przez lasy. Co chwilę odsłaniają się przed nami przepyszne górskie widoki. Po lewej na jednym ze szczytów zamek Rocca di Sillano. Przy wąskiej szutrowej drodze prowadzącej stromo pod górę kierunkowskaz do zamku. Droga nie wygląda zachęcająco, może gdybyśmy mieli terenowy samochód... Na razie w zupełności wystarcza nam widok z daleka. Przejeżdżamy przez małe Lardello. Droga między domami jest tak wąska, że dwa samochody z trudem mogą się minąć.
Bez trudu znajdujemy bezpłatny parking niedaleko murów i przez jedną z bram wchodzimy w gąszcz brukowanych ulic. Po chwili jesteśmy na głównym placu miasta - Piazza Garibaldi, przy którym znajduje się katedra w stylu romańsko-gotyckim i pałac. Turystów prawie nie ma. Uliczkami wspinamy się do najwyższego punktu miasteczka, skąd możemy podziwiać wspaniały widok na domy i otaczającą dolinę.
Wśród uliczek znajdujemy kościół z pięknym dziedzińcem otoczonym krużgankami. Wracamy na Piazza Garibaldi i wchodzimy do jednej z restauracji. Jest pora sjesty, właścicielka robi nam grzeczność, że w tym czasie możemy coś zamówić. Poleca bruskitę, danie podobne do pizzy, przypominające dużą grzankę, na której ułożone są warzywa i dodatki. Smakuje nam bardzo. Massa Marittima urzekła nas najbardziej ze wszystkich Włoskich miast, które zobaczyliśmy w ciągu kilku ostatnich dni.
Marina di BibbonaWracamy do Mariny. To nasz ostatni dzień w tej części Toskanii. Pakujemy się i idziemy jeszcze na spacer nad morze. Jest wzburzone, fale biją o brzeg, wieje zimny wiatr. Kapryśne słońce znów chowa się za chmurami. |
|