HOME
PODRÓŻE
Anglia
Włochy
Chorwacja
Polska
LINKI
KONTAKT

Plan Dojazd Powrót Info Galeria

Włochy 2004


Rzym

Godzina 4:20 rano, pobudka. Dzisiaj jedziemy do Rzymu. Szybkie przygotowania, śniadanie, kanapki, kawa i wyruszamy. Najpierw kilkanaście kilometrów samochodem do najbliższej stacji kolejowej w Cecinie. Jest wcześnie, więc miejsce parkingowe znajdujemy bez trudu.
Rzym. Kopuła bazyliki św. Piotra
Rzym. Kopuła bazyliki św. Piotra
Na dworcu pusto. O szóstej przychodzi kasjerka, kupujemy bilety. Do Rzymu jest stąd ponad 280 km, bilet kosztuje około 13 euro w jedną stronę.

Pociąg z Pizy do Rzymu przyjeżdża lekko spóźniony. Przypadkiem znajdujemy miejsce w wagonie pierwszej klasy przerobionym na drugą (poprzez naklejenie kartek na drzwiach). Wygodne welurowe fotele pozwalają zapaść w drzemkę. Słońce świeci, jest w miarę ciepło. Podróż trwa ponad trzy i pół godziny.

Pociąg wjeżdża do Rzymu. Nagle za oknem pojawia się znany ze zdjęć widok kopuły bazyliki św. Piotra, bardzo blisko. Wjeżdżamy na stację Roma San Piero. Mieliśmy zamiar jechać do Roma Termini, ale szybko zmieniamy plan i wysiadamy tutaj. Po chwili już jesteśmy na placu św. Piotra.

Plac jest ogromny.
Rzym. Plac św. Piotra
Rzym. Plac św. Piotra
Owalna powierzchnia z czarnego kamienia, otoczona rzędami grubych kolumn. Miejsce dla tysięcy osób przybywających na msze z udziałem papieża. Na środku placu dwie fontanny, pomnik i rzędy krzeseł.

Fasada bazyliki jest monumentalna, z ciężkimi kolumnami. W centrum okno biblioteki, z którego czasem papież pozdrawia wiernych. Na szczycie fasady rzeźby przedstawiające apostołów.

Nie ma opłat za wstęp do bazyliki (jeszcze?), tylko sprawdzanie bagażu. Wnętrze bazyliki to mieszanina stylów: renesansu i baroku. Za grubą szklaną szybą "Pieta", rzeźba Michała Anioła. Sklepienie podtrzymują grube, ciężkie filary. Posadzka z kosztownych gatunków kamiena, ale niezbyt oryginalna.

Zdecydowanie najciekawszym elementem wnętrza jest ołtarz z bogato zdobionym baldachimem.

Ogólnie bazylika sprawia na nas wrażenie dość przytłaczające. Najważniejsza świątynia chrześcijaństwa trochę rozczarowuje, ale może po prostu to my nie lubimy baroku.

Niedaleko placu św. Piotra znajdują się Muzea Watykańskie.

Nagromadzenie wybitnych dzieł w tych muzeach jest tak wielkie, że można by nimi obdzielić tysiące muzeów na całym świecie i każde z nich byłoby chętnie odwiedzane. Tutaj na każde można poświęcić zaledwie ułamek sekundy.

Wzdłuż muru przed wejściem ciągnie się długa kolejka oczekujących. Chwilę się wahamy, wchodzić - nie wchodzić. Ale jesteśmy tu pierwszy i może ostatni raz w życiu. Wchodzimy.

Błąd. Zwiedzanie Kaplicy Sykstyńskiej, najważniejszej sali w muzeum, graniczy z absurdem. Droga do kaplicy prowadzi przez kilkadziesiąt wąskich sal wypełnionych obrazami i freskami. W pomieszczeniach tych kłębi się tłum turystów.

Rzym. Muzea Watykańskie
Rzym. Muzea Watykańskie
Mnóstwo grup zorganizowanych odwiedza muzeum. Każda przewodniczka z parasolką w górze, żeby się wyróżniać. Ponad głowami widać dziesiątki prawie jednakowych parasolek. Samo wnętrze kaplicy w tych warunkach nie robi dobrego wrażenia. Freski na suficie są oczywiście imponujące, "Sąd Ostateczny" też, ale chyba lepiej je obejrzeć na zdjęciach w albumie. W sali panuje półmrok, żeby dzieło nie wyblakło. Ludzi pełno.

Przechodzimy przez wystawy egipską, grecką i rzymską. Tutaj mniejszy tłok, można przyjrzeć się eksponatom. Ciekawe greckie rzeźby z białego marmuru, posągi o idealnych proporcjach. Chcemy jeszcze zobaczyć ekspozycję etruską. Dzisiaj zamknięta, znowu zawód. Wychodzimy.

Bilet do muzeum kosztował 12 euro, w cenie nie było audio-przewodnika, nie było nawet mapki muzeum. Czujemy się trochę oszukani.

Idziemy na długi spacer wzdłuż Tybru, w kierunku Kapitolu. Zaczyna mocno padać. Wiatr wykręca parasol, mapa moknie, my mokniemy, robi się nieprzyjemnie. W uliczkach gubimy drogę, znajdujemy się z powrotem, trochę błądzimy.

Przy Kapitolu stwierdzamy, że warto by jeszcze zobaczyć Schody Hiszpańskie. Kluczymy plątaniną wąskich, zatłoczonych uliczek. Znowu samochody, stada motorków i chodniki szerokie na metr. Po drodze Fontanna di Trevi, tak gęsto otoczona turystami, że ledwie ją widać. Docieramy na Plac Hiszpański. Kościół (Trinita dei Monti) jest w remoncie, ale schody rzeczywiście robią wrażenie.

Nie zostało nam dużo czasu do odjazdu pociągu, kierujemy się więc do dworca Roma Termini. Uciekając przed deszczem wpadamy do jednej z licznych kafejek internetowych. Kopiujemy zdjęcia z aparatu na płytę.

Pociąg wyjeżdża z Rzymu z opóźnieniem.
Rzym. Roma Termini
Rzym. Dworzec Roma Termini
Ludzi jest dość sporo, to godzina późnego powrótu z pracy. Telefony komórkowe dzwonią bardzo często. Chyba rozmowy są tutaj tanie. Włosi wyglądają zabawnie, kiedy mówią do telefonu żywo przy tym gestykulując.

Do Ceciny pociąg przyjeżdża spóźniony prawie godzinę. Padamy z głodu, kanapki dawno się skończyły, a przed odjazdem nie zdążyliśmy nic kupić.

Jesteśmy zmęczeni tym dniem i trochę rozczarowani, ale zadowoleni. Na poznanie Rzymu chciałoby się mieć kilka tygodni, tak żeby znaleźć tam swoje miejsce, pomieszkać, wczuć się w klimat tego miasta, odkryć je dla siebie. Jednak nawet jednodniowa wycieczka daje jakieś pojęcie. Mimo wszystko warto było tu przyjechać.


google